Wewnętrzne dziecko i sztuka wybierania siebie
- Karolina Cichoń
- 7 cze
- 4 minut(y) czytania
Dlaczego dbanie o siebie jest tak ważne, jeśli chcemy pozytywnie wpływać na życie innych ludzi?
Każdy z nas nosi w sobie wewnętrzne dziecko. To, które lubi się bawić, tworzyć, śmiać i być blisko innych. To część nas, która jest spontaniczna, ciekawa świata i pełna życia.
Jednak to nie jedyna twarz tego dziecka.
Jest też dziecko, które nauczyło się dopasowywać do oczekiwań innych. Takie, które łaknie uwagi i zrobi wiele, aby ją otrzymać. Dziecko, które buntuje się, bo kiedyś właśnie w ten sposób było zauważane. Dziecko, które nauczyło się zdobywać uwagę poprzez złość, dramat lub ignorowanie emocji innych.
A gdyby tak dać sobie tę uwagę samemu?
Często obciążamy innych swoją potrzebą bycia zauważonym. Mówimy, żeby mówić. Szukamy uwagi, nie zawsze dostrzegając, że druga osoba również ma swoje potrzeby, emocje i zmęczenie. Czasem także chciałaby po prostu pobyć z kimś w ciszy, bez konieczności ciągłego słuchania, doradzania czy opiekowania się czyimś zranionym dzieckiem.
I tak idziemy przez życie ze wszystkimi naszymi częściami, zapominając, że mamy wybór. Możemy zdecydować, którą część siebie chcemy wzmacniać.
Przyjrzyj się rzeczom, które robisz najczęściej. Tym, które być może irytują innych, a których mimo wszystko nie potrafisz zmienić.
Może mówisz tak dużo, że nie zostawiasz przestrzeni innym na opowiedzenie swojej historii. Może zabierasz całe powietrze w pomieszczeniu, bo nie nauczyłeś się słuchać. Bo nie nauczyłeś się naprawdę być z drugim człowiekiem.
Słuchanie bywa niewygodne. Wymaga odłożenia na chwilę własnych opinii, historii i potrzeb. Wymaga obecności.
Dla mnie słuchanie zawsze było naturalne. Chciałam rozumieć ludzi. Być obok nich. Słyszeć to, czego często nie wypowiadali na głos. Byłam obecna dla innych nawet wtedy, gdy sama przechodziłam trudne momenty.
Z czasem zauważyłam jednak, że niewiele osób potrafiło odwzajemnić tę samą uważność.
Dlatego wycofywałam się z relacji, przyjaźni i sytuacji, które służyły wyłącznie zdrowiu i wygodzie innych ludzi. Dobrze jest mieć obok siebie osobę, która słucha, rozumie, nie ocenia i wspiera. Jednak po pewnym czasie zrozumiałam, że nie jestem w stanie pomieścić wszystkich historii świata.
Nie mam w sobie nieskończonej przestrzeni.
Dlatego często wybieram samotność. Nie dlatego, że nie lubię ludzi. Wręcz przeciwnie. Po prostu nauczyłam się, że potrzebuję także ludzi, którzy słuchają mnie. Którzy dają mi przestrzeń do oddychania. Którzy są obecni nie tylko wtedy, gdy czegoś potrzebują.
Takich ludzi najbardziej cenię.
Niektórzy z nich są nadal w moim życiu. Inni byli jedynie ważnym etapem mojej drogi.
Przez wiele lat rozdawałam swój czas, energię i uwagę tak hojnie, że zaczęło brakować ich dla mnie samej. Moje własne życie kulało, bo troszczyłam się o wszystkich wokół.
Dziś dzieje się to coraz rzadziej.
Wiem już, czego chcę.
Wiem, że każda relacja — przyjaźń, miłość czy współpraca — potrzebuje wzajemności. Bez niej prędzej czy później pojawia się wypalenie.
Może Ty też masz w sobie takie naturalne cechy, które wykorzystujesz do granic możliwości? Może dajesz innym więcej, niż dajesz sobie?
Po latach rozwoju zrozumiałam, że mój wewnętrzny spokój jest ważniejszy niż spełnianie oczekiwań innych ludzi.
Przez długi czas stawiałam wszystkich przed sobą. Kiedy zaczęłam wybierać siebie, część osób poczuła dyskomfort. Zaczęły się komentarze, zdziwienie, niezrozumienie.
To ciekawe, bo przez całe życie to ja nosiłam ten dyskomfort za innych.
Oczywiście nadal lubię, kiedy ludzie są szczęśliwi. Nadal lubię wspierać. Jednak nie chcę już robić tego kosztem swojego zdrowia, energii czy życia.
Coraz częściej wybieram siebie.
Swoje zdrowie.
Swoje marzenia.
Swoją drogę.
Jeśli komuś to nie odpowiada — trudno.
Nie jestem już tą Karoliną, która oddałaby wszystko, aby innym było dobrze.
Lubię tworzyć. Pisać. Uczyć się nowych rzeczy. Uprawiać sport. Być blisko natury i zwierząt.
Lubię życie.
Czasem spokojne.
Czasem chaotyczne.
Niektórzy myślą, że nie potrafię zdecydować, czego chcę. A ja już dawno dokonałam wyboru.
Wybrałam życie.
Nie takie, jakie oczekują ode mnie inni.
Nie takie, które można zamknąć w jednym pudełku.
Nie takie, które jest przewidywalne.
Wybrałam życie pełne mnie.
Pełne marzeń, śmiechu i łez.
Pełne doświadczeń.
Pełne oddechu.
Wybrałam życie w zgodzie ze sobą i swoim wewnętrznym dzieckiem.
Kiedy ono potrzebuje uwagi, staram się mu ją dać.
Nie oczekuję już jej od ludzi, którzy sami nie potrafią dać sobie tego, czego potrzebują.
To wymaga ogromnej pracy nad sobą. Spotkania się ze wszystkimi częściami siebie. Tymi pięknymi i tymi trudnymi.
Bo to właśnie one tworzą naszą pełnię.
Przestałam obsesyjnie planować życie. Zaczęłam je doświadczać.
I zauważyłam coś niezwykłego.
Kiedy zmienia się wnętrze, zmienia się także świat wokół nas.
To, co inni nazywają niezdecydowaniem, ja widzę jako wyrastanie z wersji siebie, która próbowała dopasować się do miejsc, ludzi i sytuacji, które nigdy nie były dla niej stworzone.
Tak jak puzzle pasują do siebie idealnie, tak samo ludzie, miejsca i możliwości odnajdują swoje miejsce w naszym życiu.
To, że masz inny kształt niż otoczenie, nie oznacza, że coś jest z Tobą nie tak.
Może po prostu nie jesteś we właściwym miejscu.
Może próbujesz zmieścić się tam, gdzie nigdy nie miałeś pasować.
Życie ma niezwykłą zdolność do układania się wtedy, gdy przestajemy walczyć ze sobą.
Dlatego dziś chcę zostawić Ci jedno pytanie:
Gdzie jesteś teraz?
Naprawdę.
Czy jesteś obecny w swoim życiu?
Czy słyszysz swoje wewnętrzne dziecko?
Czy nadal uciekasz od części siebie, które od dawna proszą o uwagę?
Tulę Cię z miłością.
I wierzę, że odnajdziesz siebie na nowo.
Karolina





Komentarze