top of page
Szukaj

Granice. Postaw je innym, ale przede wszystkim sobie.

Zdjęcie autora: Karolina Cichoń
Karolina Cichoń
26 wrz
4 minut(y) czytania

Przez długi czas myślałam, że siła polega na tym, żeby wytrzymać.

Jeszcze trochę.

Jeszcze jeden dzień.

Jeszcze jedno zadanie.

Jeszcze jedna osoba, której trzeba pomóc.

Przecież dam radę.

Zawsze dawałam.


A kiedy jesteś osobą, która naturalnie chce pomagać innym, bardzo łatwo pomylić miłość z poświęceniem, a odpowiedzialność z braniem na siebie wszystkiego.

Zaczynasz mówić „tak”, nawet kiedy w środku wszystko mówi „nie”.

Tak dla dodatkowych obowiązków.

Tak dla nadgodzin.

Tak dla pracy mimo zmęczenia.

Tak dla kolejnych próśb.

Tak dla innych.

A coraz rzadziej — tak dla siebie.


I pewnego dnia orientujesz się, że właściwie już nie pamiętasz, kiedy ostatni raz zapytałeś siebie:

„A czego ja potrzebuję?”

Przez lata chciałam dawać ludziom nadzieję.

Motywować.

Wspierać.

Pokazywać, że nawet po trudnych doświadczeniach można zacząć od nowa.

To wciąż jest częścią mnie.

Ale gdzieś po drodze zaczęłam zapominać, że człowiek, który chce być światłem dla innych, również potrzebuje czasem odpocząć.


Można przez jakiś czas udawać, że wszystko jest w porządku.

Można uśmiechać się do klientów.

Można być pomocnym.

Można przychodzić do pracy.

Można studiować.

Można realizować kolejne zadania.

Można nawet mówić innym:

„Dbaj o siebie”.

A jednocześnie samemu jeść w pośpiechu, odkładać odpoczynek na później i ignorować sygnały własnego organizmu.

Do momentu, kiedy ciało przestaje pytać.

I zaczyna krzyczeć.


Ostatnie tygodnie były dla mnie takim momentem.

Praca.

Studia.

Obowiązki.

Pomaganie innym.

Ciągłe „muszę”.

Coraz mniej przestrzeni na zwyczajne „jestem”.

Aż pewnego dnia po pracy straciłam przytomność.

Kiedy się obudziłam, zamiast naprawdę się zatrzymać, próbowałam jeszcze funkcjonować tak jak wcześniej.

Bo przecież ruch zawsze mi pomagał.

Poszłam na pilates.


Tym razem jednak moje ciało powiedziało „nie”.

Zrobiło mi się niedobrze. Zaczęłam płakać.

Nie wiedziałam już, czy bardziej boli mnie ciało, czy wszystko, co przez długi czas nosiłam w sobie.

Następnego ranka leżałam z łzami w oczach i patrzyłam w sufit.

I po raz pierwszy nie próbowałam siebie przekonać, że „będzie dobrze”.

Po prostu pozwoliłam sobie zatrzymać.

I powiedzieć:

Nie dam rady.


To były chyba jedne z najważniejszych słów, jakie mogłam sobie powiedzieć.

Bo „nie dam rady” nie oznacza, że jestem słaba.

Oznacza, że jestem człowiekiem.

Zaczęłam też sprzątać swoje życie.

Dosłownie i w przenośni.

Usunęłam setki rzeczy z telefonu, dysku i mediów społecznościowych.

Ponad 500 filmów.


I zamiast pustki poczułam ulgę.

Jakby wraz z nimi znikał pewien ciężar.

Została przestrzeń.

Na ciszę.

Na odpoczynek.

Na nowe pomysły.

Na życie, które nie musi być ciągłą produkcją.


Bo czasami nie potrzebujemy robić więcej.

Potrzebujemy przestać robić to, co już dawno przestało nam służyć.

Szczególnie trudno jest postawić granicę, kiedy jesteś daleko od domu.

Kiedy mieszkasz w innym kraju.

Kiedy nie masz obok siebie rodziny.

Kiedy boisz się utraty pracy.

Kiedy potrzebujesz pieniędzy.

Kiedy nie masz pewności, co będzie jutro.


Wtedy łatwo powiedzieć: „Dobrze, zrobię”.

Nawet jeśli wiesz, że nie powinieneś.

Bo czasami człowiek nie wybiera tego, czego chce.

Wybiera to, co w danym momencie wydaje mu się konieczne.


I właśnie dlatego nie chcę oceniać ludzi, którzy zostają zbyt długo w miejscach, które im nie służą.

Sama wiem, jak trudno jest odejść.

Jak trudno powiedzieć „nie”, kiedy boisz się konsekwencji.

Jak trudno postawić granicę, kiedy całe życie uczono Cię, że dobry człowiek powinien pomagać.


Ale dzisiaj wiem jedno.

Pomaganie innym nie może oznaczać porzucania siebie.

Nie musisz być dostępny cały czas.

Nie musisz wszystkiego wytrzymać.

Nie musisz udowadniać swojej wartości tym, ile jesteś w stanie zrobić.

Nie musisz niszczyć swojego zdrowia, żeby ktoś inny miał łatwiej.

I nie musisz czekać, aż Twoje ciało całkowicie odmówi współpracy, żeby uznać, że masz prawo się zatrzymać.


Granice nie są brakiem empatii.

Granice są również formą miłości.

Do siebie.

A czasami także do innych.


Bo kiedy przestajesz brać odpowiedzialność za wszystko i wszystkich, zaczynasz dawać ludziom coś znacznie ważniejszego — możliwość brania odpowiedzialności za własne życie.

Myślę o tym szczególnie w kontekście ludzi, którzy mają w sobie ogromną potrzebę pomagania.

Empatów.

Opiekunów.

Ludzi z misją.

Tych, którzy zawsze zauważają, że ktoś potrzebuje pomocy.

Tych, którzy potrafią wyczuć cudzy ból, zanim druga osoba cokolwiek powie.

Tych, którzy często pytają: „Jak mogę Ci pomóc?”

ale zapominają zapytać: „Czy ja jeszcze mam z czego dawać?”


Jeżeli jesteś taką osobą, chcę Ci przypomnieć:

Ty też jesteś człowiekiem, którym trzeba się zaopiekować.

Ty też możesz mieć gorszy dzień.

Ty też możesz powiedzieć „nie”.

Ty też możesz odpocząć.

Ty też możesz potrzebować pomocy.

Ty też możesz wybrać siebie.


Długo myślałam, że miłość oznacza dawanie.

Dzisiaj uczę się, że miłość oznacza również umiejętność zatrzymania się.

Powiedzenia:

„Tego już nie chcę”.

„To mi nie służy”.

„Potrzebuję odpocząć”.

„Potrzebuję pomocy”.

„Nie mogę zrobić tego za Ciebie”.

„Wybieram siebie”.


Bo może właśnie tam zaczyna się prawdziwa relacja ze sobą.

Nie wtedy, kiedy potrafisz zrobić wszystko.

Ale wtedy, kiedy potrafisz usłyszeć siebie, zanim będziesz musiał krzyczeć.


Nie chcę już być osobą, która potrafi wytrzymać wszystko.

Chcę być osobą, która potrafi rozpoznać, kiedy czegoś jest już za dużo.

Chcę pomagać innym.

Chcę dawać nadzieję.

Chcę tworzyć.

Chcę się rozwijać.

Chcę być dla ludzi.

Ale nie za cenę własnego zdrowia.


Bo jeśli mam pomagać innym odnaleźć drogę do siebie, sama również muszę tą drogą iść.

I może właśnie tego uczę się teraz najbardziej:

Nie muszę tracić siebie, żeby być dla innych.

Moje „nie” nie odbiera mi wartości.

Moje granice nie czynią mnie egoistką.

Mój odpoczynek nie jest lenistwem.

A wybranie siebie nie oznacza, że przestałam kochać innych.

Oznacza, że wreszcie uczę się kochać również siebie.

I być może właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa zmiana.

Nie od kolejnego „dam radę”.

Ale od spokojnego:

„Już nie muszę.”


Na koniec chcę Cię o coś zapytać:

Czy zdarzyło Ci się kiedyś tak bardzo przyzwyczaić do przekraczania własnych granic, że przestałeś zauważać, jak bardzo Ci to szkodzi?

Czy zgadzałaś się na coś tylko dlatego, że bałaś się utraty pracy, pieniędzy, relacji lub poczucia bezpieczeństwa?

A może jesteś teraz w miejscu, w którym Twoje ciało prosi Cię o zatrzymanie?

Nie musisz odpowiadać publicznie.

Ale może warto dziś zadać sobie jedno pytanie:

„Czy sposób, w jaki żyję i pracuję, naprawdę służy mojemu zdrowiu i mojemu życiu?”


Z miłością,

Karolina Cichoń 🤍



 
 
 

Komentarze


bottom of page