Czy kochasz siebie naprawdę?
- Karolina Cichoń
- 31 gru 2025
- 4 minut(y) czytania
Co ma wspólnego miłość własna z wolnością?
I co mają z tym wspólnego Twoje wybory?
Zatrzymaj się na chwilę.
Nie czytaj tego w pośpiechu.
Pozwól sobie poczuć pytania, które pojawią się w tym tekście.
Jako kobiety od najmłodszych lat jesteśmy oceniane, porównywane i kategoryzowane.
Przez wygląd.
Przez ciało.
Przez role, które pełnimy lub których nie pełnimy.
Przez to, czy jesteśmy „wystarczające”.
Świat bardzo szybko uczy nas, jakie mamy być.
Jak wyglądać.
Jak się zachowywać.
Co wypada, a czego nie.
Kiedy jesteśmy „za bardzo”, a kiedy „za mało”.
Być może i Ty łapiesz się na tym, że gdzieś głęboko w sobie wierzysz, że gdybyś była szczuplejsza…
ładniejsza… spokojniejsza… bardziej kobieca… mniej emocjonalna…
to ktoś w końcu zobaczy Twoją wartość.
Pokocha Cię.
Zostanie.
I powoli zaczynasz wierzyć, że Twoja wartość zależy od tego, jak wyglądasz, co masz i jak jesteś postrzegana.
Wiele kobiet gubi się pod warstwami makijażu, masek i dostosowywania się.
Uczymy się ukrywać swoją wrażliwość.
Swoją dzikość.
Swoje potrzeby.
Swoją prawdę.
Bo kiedy jesteś sobą, często słyszysz, że jesteś:
– zbyt emocjonalna,
– zbyt wymagająca,
– zbyt niezależna,
– zbyt wrażliwa,
– zbyt silna.
A czasem po prostu: „trudna”.
Jeśli dbasz o siebie z miłości – z troski, z radości, z potrzeby wyrażenia siebie – to piękne.
Ale jeśli próbujesz się zmieniać po to, by zasłużyć na uwagę, miłość lub akceptację…
zatrzymaj się na chwilę.
Zadaj sobie pytanie: czy naprawdę warto tracić siebie, by być wybraną?
Czy pamiętasz, jak mówiono Ci:
„Nie wypada.”
„Bądź grzeczna.”
„Nie przesadzaj.”
„Co ludzie powiedzą?”
„Ciesz się z tego, co masz.”
„Nie bądź taka emocjonalna.”
„Musisz być silna.”
„Nie płacz.”
Te słowa uczą nas odcinać się od siebie.
Od ciała.
Od intuicji.
Od wewnętrznego głosu.
Kiedy zaczynasz się z tego budzić, często słyszysz:
„Zwariowała.”
„Zmieniła się.”
„Już nie jest taka jak kiedyś.”
„Pewnie jest nieszczęśliwa.”
Bo kobieta, która wybiera siebie, przestaje być wygodna.
Nie daje się kontrolować.
Nie da się już wcisnąć w cudze oczekiwania.
I wtedy zaczynasz rozumieć, o co naprawdę chodzi.
O kontrolę.
O odebranie Ci wolności.
O zabranie Ci prawa do bycia sobą.
Z czasem jednak coś się w Tobie zmienia.
Już nie tłumaczysz się ze swoich wyborów.
Już nie reagujesz na ocenę.
Już nie potrzebujesz potwierdzenia z zewnątrz.
I ludzie zaczynają widzieć w Tobie to, czego sami najbardziej pragną – wolność.
Wolność bycia sobą.
Wolność wyboru.
Wolność od przekonań przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
„Ale jak ona się nie boi?”
„Jak sobie radzi sama?”
„Skąd ona bierze tę siłę?”
Bo wolność kobiety nie jest łatwa.
Wolność to odpowiedzialność.
Za swoje życie.
Za swoje decyzje.
Za swoje granice.
To codzienna praca – głównie nad sobą.
Nad tym, co w Tobie przez lata było tłumione, pomniejszane i zawstydzane.
Wolność to wybór:
– czy żyjesz przeszłością czy teraźniejszością,
– czy karmisz myśli, które Cię osłabiają, czy te, które Cię wspierają,
– czy wybierasz miłość do siebie, czy znane schematy bólu.
I tu wracam do pytania: czy kochasz siebie naprawdę?
Miłość własna nie jest czymś oczywistym, jeśli przez lata była zniekształcana.
Jeśli uczono Cię, że masz być „jakaś”, by zasłużyć.
Jeśli Twoje granice były przekraczane.
Jeśli Twoje potrzeby były ignorowane.
Dziś jednak nie o ranach.
Dziś o wyborze.
Miłość własna zaczyna się od decyzji.
Od wyborów wobec siebie – często trudnych, niewygodnych, samotnych.
Nie wybrałaś swojej rodziny.
Ale dziś możesz wybrać, co z tą historią zrobisz.
To, co Ci wpojono o miłości, relacjach i kobiecości, nie jest prawdą o Tobie.
Miłość własna to wybieranie siebie każdego dnia.
To łagodność wobec siebie, gdy upadasz.
To stawianie granic.
To pozwolenie sobie być sobą – bez masek i bez przepraszania.
Zadaj sobie pytania:
Jak traktujesz siebie, gdy ktoś odchodzi z Twojego życia?
Jak mówisz do siebie, gdy Ci nie wychodzi?
Czy szanujesz swoje granice?
Czy żyjesz w poczuciu braku czy w zaufaniu do siebie?
Często pragniemy relacji nie z pełni, lecz z pustki.
I wtedy oddajemy swoją moc.
A granice zamieniają się w mury.
Ludzie traktują Cię dokładnie tak, jak Ty traktujesz siebie.
Czy potrafisz być ze sobą – naprawdę?
Bez ról.
Bez udowadniania.
Bez ucieczki?
Usiądź w ciszy.
Zobacz, co poruszają w Tobie te pytania.
Pierwsza odpowiedź jest najbliżej prawdy.
Jeśli odkryjesz, że jeszcze nie potrafisz kochać siebie tak, jakbyś chciała – nie obwiniaj się.
Miłość własna to proces.
Droga.
Uczenie się siebie od nowa.
Zmień perspektywę.
Zacznij obserwować swoje myśli.
Nie porównuj się z innymi kobietami.
Jeśli już – porównuj się ze sobą z wczoraj.
I zobacz, na ile dziś wybierasz miłość.
Jeśli czujesz, że ten tekst poruszył w Tobie coś głębokiego…
Jeśli wiesz, że chcesz żyć w zgodzie ze sobą, ale nie wiesz, jak pracować z tym sama – nie musisz być w tym sama.
Czasem pierwszym aktem miłości do siebie jest pozwolenie sobie na wsparcie.
Na bezpieczną przestrzeń.
Na rozmowę, w której możesz usłyszeć siebie.
Zapraszam Cię do refleksji.
A jeśli poczujesz gotowość – także do indywidualnych sesji online.
Bez ocen.
Bez presji.
Z uważnością, łagodnością i prawdą.
Bo miłość własna nie zaczyna się od tego, że wszystko wiesz.
Zaczyna się od decyzji, że chcesz siebie naprawdę wybrać.
Tulę z miłością,
Karolina Cichoń








Komentarze